Co liczy się w rozwoju kariery zawodowej? – rozmowa inspiracyjna z Anną Tomaszewską

Anna Tomaszewska, od 7 lat w szczęśliwym związku z Grupą Capital Park, gdzie pełni rolę dyrektora inwestycyjnego. Zajmuje się pełnym procesem inwestycyjnym projektów realizowanych przez Grupę, jak również finansowaniami projektowymi. Z branżą finansową i nieruchomości związana jest od 14 lat. Laureatka Top Woman in Real Estate 2020 w kategorii Banking & Finance.

Jaką jest Pani osobą, gdyby się miała Pani się opisać w 3 słowach…

To jest bardzo trudne pytanie. Jakby naprawdę miały być tylko 3, to postawiłabym na: zdyscyplinowana, zdeterminowana i empatyczna, chociaż wszyscy moi bliscy mówią, że w 3, to się jednak nie da. Kilka dni temu zadałam to pytanie mojemu mężowi. Popatrzył na mnie z uśmiechem i bezradnie rozłożył ręce mówiąc „odmawiam”!

Jak doszła Pani do miejsca, w którym Pani jest obecnie. IIe Pani zawdzięcza się przypadkowi, a ile zaplanowanym działaniom?

Początek to zupełny przypadek. Finanse zdecydowanie nie były moim wymarzonym kierunkiem rozwoju. Ciągnęła mnie italianistyka i filologia polska. Marzeniem mojego taty było, żebym skończyła SGPiS (dawna nazwa SGH) na kierunku handel zagraniczny. I trochę dla świętego spokoju wybrałam właśnie tę uczelnię, co na koniec okazało się strzałem w dziesiątkę. Elastyczny system studiów dziennych pozwolił mi szybko podjąć pracę „w zawodzie”, czyli w bankowości, a tym samym szybko w pełni się usamodzielnić . Trafiłam pod skrzydła ludzi, którzy pozwolili mi się szybko i dużo nauczyć. W Fortis Lease Polska spotkałam Hanię Bielawską, która poza zarażeniem mnie miłością do pięknych butów uświadomiła mi, że jako kobieta nie muszę w niczym ustępować zawodowo mężczyznom, że moją supermocą jest bycie sobą.

Potem było ING i znów kobieta-lider, tym razem w osobie Moniki Kopeć, która reprezentowała niebywały spokój duchowy i wysoki poziom merytoryki zawodowej. Monika kiedyś mi powiedziała, że zawsze mam wiedzieć więcej niż inni i kontrolować swoje emocje. To dwie silne, niezależne kobiety, które delikatnie wskazały mi zawodową drogę i pokazały, że wszystko jest w moich rękach.

Capital Park, to był już bardziej świadomy wybór. Od samego początku uwielbiałam się z nimi spotykać zawodowo, próbowaliśmy zrobić kilka transakcji wspólnie. Za każdym razem, kiedy się widzieliśmy była niesamowita atmosfera, dużo śmiechu i kreatywności. Czułam, że to miejsce, w którym się odnajdę. Po urlopie macierzyńskim dałam znać Marcinowi Juszczykowi, członkowi zarządu w Capital Park. Odpowiedzialnemu za finansowanie oraz inwestycje, że jakby szukał kogoś do swojego zespołu, to jestem gotowa na zmiany. Aż pewnego wiosennego dnia zadzwonił i zapytał  od kiedy chciałabym zacząć.

Jakie posiada Pani talenty, które Pani zdaniem pomogły Pani dojść w to miejsce, w którym się Pani obecnie znajduje?

Jestem bardzo zdyscyplinowana. Jeżeli sobie coś postanowię, to dążę do tego krok po kroku. Lubię pracować. Wydaje mi się, że czasami może nawet za bardzo. Jednocześnie też ufam ludziom. Chcę z nimi rozmawiać, inspirować się od nich, słuchać ich wizji i obserwować sposób postrzegania świata. Szybko się uczę i wierzę w to, że dzięki interakcji z drugim człowiekiem mogą powstać niezwykłe pomysły, projekty.

Co, według Pani, najbardziej liczy się w rozwoju kariery zawodowej – twarda wiedza czy umiejętności miękkie? A może jeszcze coś innego?

Kiedyś przeczytałam, że w życiu trzeba mieć odrobinę potencjału, trochę intuicji, kapkę szczęścia i… dużo wiedzy. Podstawą jest dla mnie merytoryka i otwarta głowa, chęć uczenia się od innych, niezależnie jak wysokie stanowisko się zajmuje. Intuicja i inteligencja emocjonalna idealnie doprawiają solidne podstawy wiedzy.

Jakie wyznaje Pani wartości, co jest dla Pani ważne?

Nadrzędną wartością jest dla mnie rodzina. Moim synom powtarzam to, co mówił mi tata, że trzeba być dobrym i mądrym człowiekiem, bo w mojej ocenie na tym powinno się budować swój świat. Szacunek do siebie, do drugiego człowieka, do natury. Wierzę, że dobro wraca.

Jaką radę dałaby Pani sobie sprzed 10-ciu lat?

Nie wiem, czy 10 lat temu jakakolwiek rada by do mnie dotarła, zawsze lubiłam robić wszystko po swojemu. Chociaż „słuchaj swojej intuicji” byłoby chyba najcelniejsze. Nie żałuję swoich decyzji z przeszłości, ale wiem, że gdybym wtedy wsłuchała się bardziej w siebie, to byłoby mi łatwiej i wielu błędów mogłabym uniknąć.

Bycie kobietą, która umie poza pracą znaleźć czas dla siebie lub rodziny, to niełatwe zadanie. Jak sobie radzić z godzeniem wielu ról stawianych przed kobietą w dzisiejszych czasach? Czy podzieli się Pani z nami swoją receptą/sposobem na pogodzenie tych ról? A może wcale nie trzeba godzić ról, tylko całkowicie poświęcić się karierze?

Jestem fanką dużych rodzin. Sama taką mam. Staram się, abyśmy przynajmniej raz dziennie zasiedli wszyscy wspólnie do rodzinnego posiłku. Często udaje nam się częściej co uważam za duży sukces. Lubię celebrować weekendowe śniadania, mamy z synami swoje rytuały, które są dla mnie świętością.

Myślę, że jako kobiety potrafimy naprawdę wiele skoordynować w jednym czasie. Bycie mamą nie musi oznaczać rezygnacji z kariery, co świetnie prezentuje wiele kobiet z naszej branży. Co prawda, w wielu organizacjach cały czas jest dużo do zrobienia w tym zakresie.

Po urodzeniu najmłodszego syna Rysia wróciłam do pracy po tygodniu, zamykaliśmy wtedy finansowanie naszej flagowej inwestycji – Fabryki Norblina. Dla wszystkich było to naturalne, że maleństwo towarzyszy mi w pracy. Nie czułam się z tego tytułu ani gorszą mamą ani gorszym pracownikiem. Chciałam tego, a koleżanki i koledzy pomagali mi na co dzień. Zamontowali mi nawet zasłonki, żebym miała u siebie trochę więcej prywatności jak przychodziłam z maluchem. Wszystko zaczyna się w głowie. Nasze życie jest naszym własnym dziełem, sami je planujemy i organizujemy. A jeżeli jeszcze ma się obok siebie człowieka, który wspiera naszą drogę i nasze wybory, to wszystko jest o połowę łatwiejsze. I to chyba determinuje sukces przy łączeniu naszych kobiecych ról. Ja jestem zadaniowcem, do tego nazbyt wymagającym. Lubię mieć wszystko zaplanowane. Od porannego treningu przez śniadanie i dzień w pracy. Czasem złoszczę się, kiedy coś z mojej listy zadań zostanie nieodhaczone. Ciągle mam dużo do nauczenia się w zakresie odpuszczania sobie i innym. Bardzo podoba mi się nowa kampania Martyny Wojciechowskiej, która tego uczy – #IAMENOUGH. Z dumą noszę T-shirt z tym napisem, który dostałam od mojej przyjaciółki. Cytując autorkę kampanii „Każdego dnia miliony kobiet na całym świecie zastanawiają się czy są wystarczająco piękne, mądre, szczupłe, przebojowe, seksowne, szczęśliwe, kobiece, wykształcone, opiekuńcze, zaradne… Można tak wymieniać bez końca. A może najwyższy czas, żeby każda z nas zaakceptowała siebie? Taką, jaką jest. Bo każda z nas jest WYSTARCZAJĄCA.”.

Co pomaga Pani utrzymać zapał twórczy, skąd Pani czerpie wenę/natchnienie do nowych działań? A może jest w Pani życiu ktoś, kto Panią mocno inspiruje? Może nam Pani o tym opowiedzieć?

Zawodowo chyba po prostu robię to, co lubię. Rzadko mam kryzysy twórcze, a nowe zadania i wyzwania dają mi zwykle porządnego kopa do działania. Otacza mnie mnóstwo osób, od których czerpię inspirację. Mam poczucie, że w zasadzie od każdego można nauczyć się czegoś, co dla nas samych jest zupełnie obce, spojrzeć na świat inaczej.

Czy wspiera Pani kobiety? Jeżeli tak, to proszę zdradzić nam dlaczego i w jaki sposób?

Staram się wspierać kobiety każdego dnia, nie są to jednak jakieś metodyczne działania. Po prostu uważam, że wyciąganie pomocnej ręki w najprostszych, codziennych sprawach jest bardzo ważne w budowaniu relacji. Staram się dawać swoim koleżankom w pracy także informację zwrotną każdego dnia jeśli taka jest potrzebna w prowadzeniu wspólnych projektów. Jeśli uważam, że należy zwrócić na coś uwagę, to tak robię, a jeśli należy kogoś pochwalić, to także nie czekam. Moim zdaniem takie codzienne wsparcie w prostych rzeczach jest najważniejsze.

Wśród wielu sukcesów zapewne pojawiła się kiedyś jakaś porażka. Czy mogłaby Pani podać przykład trudnej sytuacji i jak Pani z niego wybrnęła?

John Sinclair napisał, że porażka jest jedynie siniakiem, a nie tatuażem, dlatego chyba nie warto roztrząsać minionych potknięć i upadków. Myślę, że strach i wątpliwości zabijają w nas więcej niż jakakolwiek porażka zdoła. Mając dzieci uczymy je upadania i podnoszenia się, ale uczymy również proszenia o pomoc, szukania oparcia w bliskich. W każdej sytuacji oparciem jest dla mnie moja rodzina, mój mąż potrafi rozłożyć moje zmartwienia na czynniki pierwsze i pomóc mi je przepracować, żebym weszła w kolejny dzień z wysoko uniesioną głową.

Stres jest częścią naszego życia, ale tylko dobrze zarządzany ma pozytywne skutki. Jak Pani radzi sobie ze stresem? Czy podzieli się Pani swoimi metodami?

Mam duszę sportowca. Obecnie trenuję już tylko amatorsko, jednak uprawiam sport od 7 roku życia. Nie umiem inaczej odpoczywać, regenerować się i rozładowywać emocji, jak tylko w ruchu. Każdy dzień zaczynam od treningu albo przynajmniej długiego spaceru z psami. Większość dni w ten sam sposób kończę. Im cięższa jednostka treningowa tym lżejszą mam głowę po niej. Kiedy mam za dużo myśli w głowie potrafię założyć buty i wyjść pobiegać nawet późnym wieczorem, wiem, że jak wrócę, to wszystko zobaczę w lepszym świetle.

Pandemia koronawirusa przewartościowała wiele naszych zasad, zaprowadziła nowe porządki w biznesie. Jak Pani uważa, jakich liderów potrzebuje szybko zmieniający się świat? Jakie wartości, cechy charakteru i działania pozwolą, w tym szybko zmieniającym się świecie, na bycie liderem/liderką zespołów.

Wszyscy jesteśmy już mocno zmęczeni tą rzeczywistością. Osobiście tęsknię za zawodową normalnością. Za spotkaniami bez udziału nośników elektronicznych, za podawaniem dłoni, uściskiem czy wspólną celebracją sukcesów. Każdy z nas trochę inaczej znosi i odnajduje się w ograniczeniach jakie mamy. To co dostrzegam, to że trzeba być z ludźmi cały czas blisko, słuchać ich uważniej niż miało to miejsce przed pandemią, wczytywać się w ich potrzeby i oczekiwania, szukać rozwiązań, czasem daleko wykraczających poza przyjęte schematy. Uważność i elastyczność to w mojej ocenie dwa słowa klucze dla dzisiejszych liderów.

Jak to jest być Top Woman in Real Estate? Co Pani dał udział w konkursie? Czy spotkała się Pani ze słowami uznania, jako uczestniczka konkursu? Czy taki tytuł coś zmienia w życiu osobistym lub zawodowym?

Przed wszystkim muszę przyznać, że z taką falą ciepłych słów, gratulacji i życzliwości spotkałam się po raz pierwszy w moim życiu zawodowym i było to bardzo miłe doznanie. Uczucie doceniania na pewno jest pozytywną cegiełką w budowaniu własnej drogi życiowej i zawodowej.

Podsumowując, co poradziłaby Pani naszym czytelniczkom – kobietom biznesu, zarówno tym zaczynającym pracę w branży nieruchomości jak i tym, które mają w niej już duże doświadczenie?

Żeby ufały swojej intuicji!